Tytułem wstępu.

To nie blog. To portal. A właściwie część multiportalowej platformy o nazwie - "Nie Dla Opornych".
To nie blog, to komentarz - do rzeczywistości, przyspieszonej jakby chęć zatrzymania się nad czymkolwiek była efektem wewnętrznej słabości lub powodem do wstydu.
To nie lifestyle. To nauka, podana w taki sposób by była zrozumiała dla człowieka inteligentnego, laika choć zdolnego zrozumieć i zaciekawić się, czymś co rozumowi daje odzew.

Pamiętacie stare artykuły popularnonaukowe? Stare popularnonaukowe książki? Czasopisma? Ich serce biło powoli i z precyzją kwantowego zegara. Ich celem było rzeczowe i dogłębne wyjaśnienie omawianego problemu. Ich odbiorcą był inteligentny erudyta.
To wszystko znikło z otaczającej nas rzeczywistości.
Pismo "Problemy" padło w raz z nastaniem ery płatności za słowo. "Wiedza i życie" oraz "Świat Nauki" zmieniły się w kolorowe, lifestylowe gazetki zagubione w poszukiwaniu rynkowego sukcesu.
Pragnąc wskrzesić dawne podejście do popularyzowania nauki - rzeczowe, dogłębne, pełne szacunku dla czytelnika - uruchamiamy tą część większego projektu, która ma prezentować zapomniane już, ale wciąż AKTUALNE artykuły popularnonaukowe wydobyte z pożółkłych kartek wyżej wspomnianych czasopism.

Bliżniaczym naszym portalem jest Sztuka Nie Dla Opornych oraz strona na Facebooku zbierająca posty i komentarze z obu tych portali.
Mamy nadzieję, że w tym powolnym, pełnym refleksji nurcie znajdziesz miejsce dla siebie.
Miłego przepływu!



ps. Pod każdym z artykułów oprócz linków multimedialnych, znajduje się miejsce przeznaczone na promocję autora. Zachęcamy was do odwiedzania umieszczonych tam odnośników. Portal nie ma charakteru zarobkowego. Odwdzięczamy się więc autorom możliwością popularyzacji ich nazwiska i ich dzieł.
Ponadto nie wstawiamy samodzielnie materiałów filmowych i muzyki do internetu. Istniejące już w sieci materiały zostały jedynie przelinkowane tak by odnośniki nie straciły na aktualności.


Artykuły według kolejności:

wtorek, 2 grudnia 2014

Antykoncepcja w starożytności i w średniowieczu


Problemy 11/1992

Czy picie mięty może wywołać poronienie? A może nie należy jeść nasion marchewki? Jak kobiety radziły sobie z kontrolą urodzin przed erą pigułki antykoncepcyjnej? Czy powszechne było dzieciobójstwo?
Na te i inne pytania odpowiada bardzo ciekawy artykuł z czasopisma Problemy z 92 roku. Wiedza nadal jak najbardziej aktualna. 
Gorąco polecam.
Citronian-Man

----------------------------------------------------------------
Jak starożytne społeczeństwa kontrolowały płodność ? Być może — miały wiedzę, której my nie znamy.
Na wzgórzach wokół Cyreny, starożytnego greckiego miasta-państwa w północnej Afryce, rosła roślina o tak dużym znaczeniu, że jej wizerunek umieszczano na monetach. Roślina ta (zwana przez Greków silphion, a przez Rzymian — silphum) była rozwożona po całym obszarze śródziemnomorskim, a żądano za nią ceny w srebrze przewyższającym jej ciężar. Próbowano ją uprawiać w Grecji i Syrii, ale silphion, dopóki nie został całkowicie wyzbierany, rósł jedynie w Cyrenie


Utrata tej rośliny była ciosem dla gospodarki Cyreny, ale także dla medycyny. A znaczenie wynikało z zastosowania: jej sok był najprawdopodobniej skutecznym środkiem zapobiegającym dąży. Czy Grecy mogli znać doustny środek antykoncepcyjny? Współcześni historycy są sceptycznie nastawieni. Nawet w okresach spokoju, rozwoju i bez epidemii w społeczeństwach starożytnych i średniowiecznych obserwowano okresy obniżania się liczby ludności. Powszechnie przyjmuje się, że ograniczały one swój przyrost naturalny przez środki niemedyczne, od wstrzemięźliwości seksualnej poczynając, a na dzieciobójstwie kończąc. Specyfiki o działaniu antykoncepcyjnym były zwykle spychane do sfery magii i zabobonów. Niemniej istnieje wiele archeologicznych i pisanych świadectw, iż stosowano środki chroniące przed zapłodnieniem lub wywołujące wczesne poronienia. Świadectwa te w zestawieniu z najnowszymi badaniami nad środkami antykoncepcyjnymi pochodzenia roślinnego dają godne zaufania wyjaśnienie zdolności społeczeństw starożytnych i średniowiecznych dla kontrolowania swej liczebności.
Silphion prawdopodobnie był takim skutecznym środkiem. Doświadczenia przeprowadzane na gryzoniach wykazały, że wyciągi z roślin obecnie rosnących, a spokrewnionych z silphionem, mogą uniemożliwić zapłodnienie lub zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej. Nic dziwnego, że silphion zaniknął, skoro starożytni opisywali go jako najskuteczniejszy środek w porównaniu z innymi spokrewnionymi roślinami.
Niestety wraz z rośliną zanikła także znajomość takich środków jak silphion. Słabe ślady o doustnych środkach antykoncepcyjnych pojawiają się w starożytnej Grecji, lecz zanikają w średniowieczu. Następne były dopiero w latach 50 pionierskie prace z zakresu endokrynologii Johna Rocka i Gregory’ego Pincusa; doprowadziły one do wynalezienia „pigułki”. Ludzie z dawnych epok mieli więc być może umiejętność kontroli narodzin, której my nie posiadamy.
Starożytni pisarze opisujący różnorodne praktyki seksualne, wiadomości o sposobach regulacji narodzin mieli niejako z drugiej ręki. Wszystkie prace poświęcone medycynie w kulturze Zachodu zostały napisane przez mężczyzn (przynajmniej do XII w.). Ale to kobiety były praktykami w stosowaniu antykoncepcji. Tylko one znały sekrety roślin, które należało zebrać, i wiedziały, kiedy to robić, jakich części rośliny używać, znały sposoby przygotowania środków oraz czas ich stosowania w trakcie cyklu miesiączkowego.
Wiedza o antykoncepcji nigdy nie była istotną częścią medycyny, a w wiekach średnich zajmowały się nią prawie wyłącznie położne. Z czasem wiedza ta zanikła, zwłaszcza że zawodowi lekarze wypierali położne, a ginekologia stała się częścią praktycznej medycyny. W XIX w. w wielu krajach Zachodu aborcja była traktowana jako przestępstwo, a używanie środków antykoncepcyjnych było wyłączone ze sfery zawodowej medycyny. Z czasem jednak społeczeństwa zaczęły szukać medycznych sposobów kontroli narodzin, a historyczne doświadczenia zanikły.
Ślady spuścizny starożytnych są znajdowane w ludowych praktykach — w ziołolecznictwie chińskim i indyjskim, a nawet w górskich regionach USA, gdzie położne do dziś używają ziół w swoich praktykach. Ślady te wraz z pisanymi i archeologicznymi świadectwami wskazują na coś, co było kiedyś powszechną metodą doustnej antykoncepcji. Daje to podstawy do przeprowadzenia ponownych badań nad minionymi cywilizacjami, jak też do rozszerzenia naszych wiadomości.
Uważa się, że kontrolowanie przyrostu naturalnego jest współczesnym problemem. Starożytni Grecy i Rzymianie nie musieli martwić się o ograniczone zasoby naszej planety, ale od czasu do czasu ich myśli kierowały się na problemy demograficzne. Platon pisał o idealnym państwie: ,Jeśli narodzi się zbyt wiele dzieci, są sposoby by ograniczyć rozmnażanie”. Z kolei senat rzymski za czasów Cezara Augusta niepokoił się nie wzrostem populacji, ale ekonomicznymi konsekwencjami załamania się przyrostu. Jak podaje jeden z rzymskich historyków, aborcja była nielegalna, a używanie środków antykoncepcyjnych — zakazane. Dane demograficzne wskazują, że za czasów cesarstwa rzymskiego i we wczesnych wiekach średnich w Europie Zachodniej oraz w obszarze śródziemnomorskim obserwowano obniżenie się liczby ludności. Istnieją różne teorie tłumaczące to załamanie przyrostu, ale jest możliwe, że zarówno poddani Cezara Augusta, jak i Rzymianie u schyłku cesarstwa, nie przykładali wielkiej wagi do nakazów senatu. Przepaść pomiędzy wymogami polityki społecznej a prywatnym zachowaniem się ludzi jest przedmiotem wielu dociekań.
Wyjaśnieniem tych zjawisk nie mogą być zmiany w zachowaniach seksualnych małżeńskich i pozamałżeńskich. Wiele praktyk seksualnych zostało dobrze udokumentowanych (zwłaszcza w literaturze rzymskiej) i istnieje niewiele danych wskazujących, że stosunek przerywany był szeroko praktykowany. W świecie antycznym nie istniały też religijne ani etyczne ograniczenia regulujące zachowania seksualne mężczyzn. Francuski pisarz Philippe Aries uważa, że w starożytności i w średniowieczu ludzie ograniczali wielkość rodziny przez zachowanie seksualne nie prowadzące do płodzenia dzieci (które nazwał perversite sexuelle). Istotnie wiele danych świadczy o różnorodności praktyk seksualnych, ale nie wyjaśniają one wystarczająco załamania się przyrostu naturalnego. Wykorzystanie metody okresów niepłodnych nie wydaje się mieć znaczenia, gdyż wiedza starożytnych o cyklu miesiączkowym nie była wystarczająca.
Prezerwatywy i krążki dopochwowe są stosunkowo nowym wynalazkiem, choć próby z tego typu środkami zaczęły się w początkach okresu starożytnego. Środki te były różnorodne, a ich skuteczność trudna do oceny. Aborcja była zawsze możliwa, ale trudno znaleźć dowody na to, że służyła do kontroli przyrostu naturalnego. Zarówno starożytne, jak i średniowieczne podręczniki medyczne uważały chirurgiczne i inne metody aborcji za niebezpieczne. Doprowadziło to do przekonania panującego wśród historyków, że była to metoda stosowana pierwotnie tylko w sytuacjach krytycznych. Poronienia wywoływane przez leki wymagają bardziej szczegółowego omówienia.
W średniowiecznej Europie ludzkie zachowania, a więc i te dotyczące małżonków, regulowane były szczegółowo przez Kościół Jedyną niegrzeszną formą aktywności seksualnej był stosunek płciowy między małżonkami mający na celu poczęcie dziecka. Kobiety w okresie średniowiecza i odrodzenia wychodziły za mąż nieco później niż w starożytności. Niemniej jest interesujące, iż ograniczenia narzucone przez chrześcijaństwo nie miały wpływu na wielkość populacji. Wahania w górę i w dół były bardzo podobne do tych spotykanych w starożytności. Biorąc pod uwagę trudne do wytłumaczenia załamania w przyroście naturalnym, nie można oprzeć się wnioskowi, że w średniowieczu i w starożytności stosowano efektywne formy ograniczenia wielkości rodziny.
Większość historyków za satysfakcjonujące wyjaśnienie przyjmuje praktykowanie dzieciobójstwa. Dowodem mają być dane wskazujące na utrzymywanie się większej liczby mężczyzn w stosunku do liczby kobiet, niż należałoby się spodziewać w środowisku neutralnym biologicznie, bez żadnych zakłóceń. Antykoncepcja i aborcja są stosowane przed poznaniem płci dziecka i nie mogą prowadzić do zakłócenia proporcji płci. Ciekawe, nowe fakty dotyczące tej kwestii pochodzą z badań paleopatologicznych i przeczą teorii dzieciobójstwa. Dokładne badania szkieletów dorosłych kobiet, które noszą ślady umożliwiające określenie liczby donoszonych ciąży, wskazują, że w starożytności występowały okresy o mniejszej liczbie narodzin. Precyzja tej metody może być jednak niewystarczająca dla udokumentowania związku między wielkością populacji a częstością urodzeń.
Teoria szeroko stosowanego dzieciobójstwa jest słabo udokumentowana i pozostaje kontrowersyjna. Niektórzy badacze uważają, że przewaga mężczyzn jest w pewnych warunkach zjawiskiem naturalnym. Ale skoro spory trwają, warto zająć się alternatywną hipotezą o stosowaniu doustnych środków antykoncepcyjnych.
W kulturach Wschodu i Zachodu starożytni medycy przepisywali regularnie środki zapobiegające ciąży, sporządzane z surowców roślinnych. Aż do lat 60., kiedy to w chińskich i indyjskich czasopismach medycznych oraz farmakologicznych zaczęto donosić o takich roślinnych preparatach, zachodni naukowcy byli nastawieni sceptycznie. Ale stopniowo skuteczność starożytnych przepisów zaczyna się ponownie sprawdzać.
Rozwój współczesnych środków antykoncepcyjnych zawdzięczamy jednak nie historycznym doświadczeniom kobiet, ale endokrynologii, dzięki której zrozumiano cykl owulacyjny i uzyskano skuteczne środki kontroli narodzin. Komórka jajowa, by zostać zapłodnioną, musi najpierw dojrzeć w pęcherzykach Graafa. Dojrzewanie rozpoczyna się, gdy zostaje uwolniona folikulostymulina — hormon wydzielany przez gruczołową część przysadki mózgowej. Wydzielanie tego hormonu zostaje zahamowane, gdy we krwi rośnie poziom estrogenów — hormonów kontrolujących inne część cyklu miesiączkowego. Tak więc współczesne antykoncepcyjne środki doustne wstrzymują dojrzewanie pęcherzyków i komórek jajowych poprzez utrzymywanie stosunkowo wysokiego stężenia estrogenów we krwi.
Bardzo długo uważano, że estrogeny są wytwarzane tylko przez zwierzęta. Przyjmowano, że rośliny nie syntezują związków o takich właściwościach. Przekonanie to zmieniło się w latach 30. i 40., wraz z pojawieniem się nowych technik analizy chemicznej. W 1933 r. opublikowano wyniki badań. I tak Bolesław Skarżyński donosił Polskiej Akademii Nauk, iż otrzymał z wierzby substancję (trójhydrooksyestrin), która swoimi właściwościami przypomina kobiece gonadotropiny. Jednocześnie Adolf Butenandt i H. Jacobi stwierdzili, że żeńskie hormony płodowe są produkowane przez palmę daktylową i granat. I choć tego drugiego doniesienia nie udało się potwierdzić, do 1966 r. ustalono, iż rośliny wytwarzają substancje o właściwościach estrogenów.
W międzyczasie w Australii zaobserwowano, że substancje roślinne mogą wpływać na płodność zwierząt. Stwierdzono, że u owiec jedzących koniczynę Trifolium subterraneum następuje gwałtowny spadek płodności. W latach 40. zidentyfikowano w tej roślinie związek chemiczny, który po zmetabolizowaniu przez zwierzęta stymuluje wydzielanie estrogenów.
Owce to jednak nie to samo co ludzie. Sceptyczne nastawienie do roślinnych doustnych środków antykoncepcyjnych utrzymywało się dalej. Jednakże w 1960 r. chemicy D. B. Bounds i G. S. Pope wyekstrahowali z korzeni Pueraria mirifica związek o nazwie miroestrol, zbliżony do estrogenów. Bazowali oni na doniesieniach antropologów o używaniu tej rośliny do wywoływania poronień przez tajskie kobiety.
Od tego czasu w indyjskiej i chińskiej literaturze naukowej spotykało się wiele doniesień o tradycyjnych, naturalnych substancjach pochodzących z miejscowych roślin. Co ciekawe, rośliny te są często spokrewnione z opisywanymi w starożytnej literaturze Zachodu. Dane te w połączeniu z danymi z nauk zoologicznych, antropologii, farmacji i medycyny pozwalają na rozpoczęcie nowych badań nad wykorzystaniem roślinnych środków antykoncepcyjnych w minionych epokach. Przedstawimy tylko niektóre możliwości. Zanim jednak przyjrzymy się starożytnej farmacji, dobrze będzie zapoznać się ze stanem wiedzy i poglądami, na których opierano metody antykoncepcji w starożytności i w średniowieczu.
Na wiedzę o doustnych środkach antykoncepcyjnych składają się nie tylko zapiski lekarzy, ale także to, co tkwi w legendach, w sztuce, w utworach poetów, dramatopisarzy i satyryków. Na szczęście kultura Zachodu jest bogata w takie prace i na nich się skupimy. Co prawda środki takie mogły być również stosowane w starożytnych Chinach, ale nie są one jasne. Rozpoczniemy od czasów antycznych, a skończymy na średniowiecznej Europie Zachodniej, bo tu właśnie ślad zaciera się, gdyż większość pism pochodzi ze źródeł kościelnych. A właśnie Kościół doprowadził problem kontroli urodzeń do zaciemnienia i narzucenia nań tabu.
Starożytni nie znali hormonalnych podstaw cyklu miesiączkowego, ale mieli pewne wyobrażenia o tym, jak dochodzi do poczęcia. Ich wyobrażenia często zacierają granicę pomiędzy zapobieganiem zapłodnieniu a wczesnym poronieniem. Nie jest więc łatwo wyjaśnić, jak działały ich środki antykoncepcyjne. Starożytny autorytet w sprawach ginekologii, Soranus, czyni następujące rozróżnienie w II w. p.n.e.: „Środek zapobiegający ciąży tym różni się od środków poronnych, że ten pierwszy nie pozwala na poczęcie, a te drugie niszczą to, co już poczęte”. Soranus zalecał antykoncepcję ze względów bezpieczeństwa.
Jednakże starożytni nie rozumieli poczęcia tak jak my je pojmujemy. Uważali, że zachodzi ono po połączeniu się mężczyzny i kobiety, kiedy to nasienie męskie zaczyna rosnąć. Wielu starożytnych nie sądziło, że kobieta ma „nasienie”. Używając analogii rolniczych, sądzili oni, że kobieta dostarcza składników odżywczych, dzięki czemu nasienie męskie może być w kobiecie przez kilka dni, zanim nastąpi poczęcie. Czas ten odpowiada mniej więcej czasowi potrzebnemu do zagnieżdżenia się komórki jajowej w macicy. Tak więc środek antykoncepcyjny starożytnych (po grecku atokioi) stosuje się wkrótce po stosunku płciowym. Ponadto nie zawsze można było określić, czy menstruacja ustała z powodu zapłodnienia, czy z innych przyczyn (gorączki, chronicznej choroby, złego odżywiania lub depresji). Kobiety w starożytności i w średniowieczu zażywały wiele leków wywołujących miesiączki. Z naszego punktu widzenia leki te mogły być środkami wczesnoporonnymi. Ale kobiety z dawnych epok zażywające „emmenagogę” (tak nazywano w XVII w. leki wywołujące miesiączki) nie mogły wiedzieć czy powodują one poronienia.
Ważne jest, że starożytni uważali, że istniał okres, w którym kobieta mogła przerwać dążę bez obawy o posądzenie o dokonanie poronienia. Stoicy wierzyli, iż wraz z poczęciem powstaje możliwość życia, a dusza powstaje wraz z narodzinami. W większości starożytnych kultur zapewniano kobiecie prawną i moralną sferę dla podjęcia działań pomiędzy poczęciem a bardziej zaawansowaną ciążą lub ruchami dziecka. Prawo żydowskie uznawało kobietę za ciężarną po 40 dniach od poczęcia. W cywilizacji zachodniej przez wieki utrzymywało się przyzwolenie na „pigułkę następnego ranka”. Dopiero w XIX w. leki regulujące miesiączkowanie zostały powszechnie zakazane jako środki poronne.

Istnieją pewne wskazówki, że doustne środki były używane w starożytnym Egipcie, ale pierwszym pewnym środkiem jest tajemniczy silphion. Historyk Teofrast pisał około 310 p.n.e., że środek ten został odkryty przez mieszkańców Cyreny 300 lat wcześniej. Opisy botaniczne wskazują, że silphion był rośliną z rodzaju zapaliczka (Feruła). Grecka waza z VI w. p.n.e. pokazuje robotników portowych ważących i składających paczki pod okiem Arkesilasa, króla Cyreny. Przypuszcza się, że paczki te zawierają silphion. Wiemy, że silphion był wartościowym środkiem antykoncepcyjnym. Na awersie cyrenajskiej czterodrachmowej monety liście silphionu dotykają prawej ręki siedzącej kobiety, której lewa ręka wskazuje na jej strefę genitalną. Sugeruje to związek między rośliną a rozmnażaniem. Grecki komediopisarz Arystofanes oraz przyrodnik Pliniusz Starszy wspominają o wysokiej cenie silphionu, a Hippokrates odnotowuje niepowodzenia w uprawie tej rośliny w Grecji i Syrii. Przyczynę wysokiej wartości silphionu wyjaśnił Soranus pisząc, że napój z jej soku zapobiega poczęciu. Podał też kilka przepisów na „cyrenajski sok” zapobiegający ciąży lub ją przerywający.
Gatunki z rodzaju zapaliczka rosną wciąż w północnej Afryce. Zapaliczka lekarska (F. assa-foetida), zwana zwykle asafetydą, jest używana jako aromatyczny składnik sosu Worcestrshire. W 1963 r. stwierdzono, że ma ona właściwości antykoncepcyjne, a zwykłe wyciągi alkoholowe z F. assa-foetida i F. orientalis powstrzymywały zagnieżdżanie się komórki jajowej u - odpowiednio - 40% i 50% badanych szczurów. Inne gatunki Feruła działają skuteczniej: organiczne i wodne wyciągi z F. jaeschkaena podawane w ciągu 3 dni po kopulacji w 100% zapobiegały ciąży u szczurów. (Efektu takiego nie stwierdzono u chomików, które są znacznie mniej wrażliwe od szczurów na konwencjonalne środki estrogenowe hamujące zagnieżdżanie się komórki jajowej.)
Idea zapobiegania ciąży za pomocą środków chemicznych jest tak stara jak najstarsze zachowane pisma traktujące o medycynie. Najstarszym zapisem jest papirus z Kuhun z 1850 r. p.n.e.; zawiera on fragment recept na środki antykoncepcyjne. Zalecano w nim użycie dopochwowych czopków sporządzonych z odchodów krokodyla, miodu i saletry. Zapiski te są bardzo skrótowe i pełne wątpliwych i trudnych do odcyfrowania danych, ale z czasem kobiety greckie i rzymskie zaczęły stosować inne sposoby. Nie przypadkowo też dwie rośliny używane w starożytności i w średniowieczu jako środki antykoncepcyjne noszą nazwy pochodzące od imion znanych z mitologii kobiet.
Od imienia Artemidy — bogini opiekującej się kobietami, lasami i rodzącymi — pochodzi nazwa krzewiastych roślin, które w przeciwieństwie do egzotycznego i rzadkiego silphionu, są pospolite także i w Ameryce Północnej. Chodzi o rodzaj Artemisia (bylica) o pierzastych, szarozielonych i głęboko powcinanych liściach. „Artemisia” to także często nazwy leków sporządzanych z bylic.
Starożytni uważali, że bylica chroni przed bólami porodowymi, ale nie stwierdzono czy zapobiega ciąży, czy też ją przerywa, czy działa w jeszcze w inny sposób. W okresie Cesarstwa Rzymskiego Soranus i Dioscorides (znawca ziół i farmakologii) donosili, iż lekarze przepisują Artemisia absinthium (bylicę piołun) jako środek zapobiegający ciąży. Inne starożytne autorytety uważały piołun za środek poronny, a ich opinia przetrwała wieki. Mercer, autor najpopularniejszego zielnika w środkowym okresie średniowiecza i prawdopodobnie biskup, opisywał bylicę piołun w XI w. W tym czasie Kościół przeciwstawiał się aborcji, ale w ograniczonym zakresie, tylko wówczas gdy płód został już „uformowany”. Mercer wyjaśnił nazwę rośliny od imienia Artemidy, która odkryła, że bylica „leczy dolegliwości kobiece i, kiedy wypita ... powoduje poronienie”. Mimo że Kościół zajmował stanowisko przeciwne aborcji, to wielu średniowiecznych pisarzy, głównie ludzi Kościoła, umieszczało w swych pismach praktyczne informacje o środkach zapobiegających zapłodnieniu i wczesnoporonnych. Piotr z Hiszpanii, autor „Skarbów ubogich” i późniejszy papież Jan XXII opisywał wielokrotnie sposoby zapobiegania ciąży.
Bylica nie została zapomniana. W jednym z najpopularniejszych współczesnych zielników -„Magie and medicine of plantes” („Rider’s digest”, 1986) wspomniano, iż roślina ta wywołuje miesiączkę. Jednakże działanie jej jako środka poronnego jest słabo udokumentowane. Badania przeprowadzone na zwierzętach wskazują, że piołun opóźnia ruję i owulację oraz hamuje zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej. W jednym z badań stwierdzono, że działa również na proces spermatogenezy. Warto zauważyć, że zażywanie tych ziół wywołuje efekty uboczne; wydaje się, że właśnie z powodu toksyczności bylic tacy lekarze jak Soranus i Dioscorides zalecali stosowanie bylic razem z balsamowcem mirrą i rutą.
Od imienia innej sławnej postaci pochodzi nazwa mniej znanej substancji, jaką jest żywica mirra z krzewów z rodzaju Commiphora, czyli balsamowiec, rosnących w północnej Afryce. Mirra znana jest z Biblii jako wonna substancja, a jej pochodzenie wyjaśnia Owidiusz. Myrra (Smyrna) była córką króla syryjskiego Kinyrasa. Spotkało ją wielkie nieszczęście z powodu bezbożnictwa ojca, który rozgniewawszy Afrodytę, gdyż zaczął pożądać swej córki, został przez nią ukarany. Ze związku ojca i córki urodził się Adonis. Ale ojciec nie przestawał napastować córki. Gdy gonił ją, Myrra upadła prosząc bogów o ratunek. Została zamieniona w krzew mirry. Jej łzy, sok rośliny, stały się środkiem zabezpieczającym córki przed napastującymi je ojcami.
Skuteczność balsamowca mirry nie jest pewna. Wymienia się tę roślinę jako środek zapobiegający ciąży w tradycyjnej medycynie indyjskiej, ale jej działanie nie było
sprawdzone doświadczalnie. Była częstym składnikiem środków antykoncepcyjnych w starożytności i w średniowieczu ale egzotyczne pochodzenie i wysoka cena mogły ograniczać jej użycie.
Bylica i mirra to nie jedyne zioła zapobiegające ciąży, o jakich mówi się w starożytnych legendach. I tak jest jeszcze mięta Mentha pulegium L., o której pojawia się wzmianka w sztuce Arystofanesa z 421 r. p.n.e. W sztuce tej Trigaius odczuwa potrzebę kobiecego towarzystwa, ale jednocześnie obawia się skutków. Bóg Hermes pomaga mu i jednocześnie poleca miętę, która pozwoli pozbyć się obaw.
Mentha pulegium była środkiem antykoncepcyjnym w starożytności i w wiekach średnich. Starożytni znawcy i dzisiejsi naukowcy są zgodni, że jeden ze składników mięty, pulegon, jest środkiem poronnym i to niebezpiecznym. Quintus (II w ne.) pisał, że gdy ciąża nie trwa dłużej niż miesiąc i płód jest słaby, powinno się „pospieszyć ku sypialni”, by podać kobiecie miętę w letniej wodzie (starożytni nie rozróżniali wystarczająco embrionu i płodu). Przyjmowanie pulegonu wywołuje poronienia u zwierząt i kobiet, co wykazano w licznych badaniach. W 1978 r. w Kolorado zanotowano przypadek śmierci kobiety, która zażyła olejek z mięty M. pulegium, by wywołać poronienie. Może to być przykładem niebezpieczeństw związanych z przyjmowaniem ziołowych środków poronnych i jednocześnie dowodem, że wiedza minionych stuleci nie zanikła całkowicie. Pulegon jest bardziej skoncentrowany w olejku niż w naparach pitych dawniej przez kobiety. Olejek w odpowiedniej dawce niszczy wątrobę zarówno doświadczalnych myszy, jak i ludzi.
Mięta i bylica to rośliny rosnące w wielu częściach świata. Są to tylko dwa spośród wielu gatunków zbieranych od stuleci przez kobiety w celu sporządzenia naparów, napojów, proszków zapobiegających ciąży lub ją przerywających.
Marchew zwyczajna (Daucus carota L.) występuje pospolicie w wielu częściach Ameryki Północnej. Ma czerwony, aromatyczny korzeń, wysokość dwóch do trzech stóp, łodygę pokrytą włoskami oraz białe kwiaty, wydające wiele drobnych nasion zawierających substancje o estrogennym działaniu.
W hrabstwie Watauga (Północna Karolina) w Appalachach nasiona te niekiedy są zbierane. Kobiety, które nie chcą zajść w ciążę wypijają po stosunku szklankę wody z łyżeczką nasion zebranych jesienią. W Rajasthanie (Indie) występuje zwyczaj żucia nasion w celu ograniczenia płodności. Obie te metody są znane od 2000 lat.
Discorides pisał, że nasiona marchwi wywołują miesiączkę i powodują poronienia. Jako o środku zapobiegającym ciąży lub ją przerywającym pisał o nich Hippokrates w VI w. p.n.e., a także inni lekarze, do VII w.: Seribonius Largus, Galena, Paweł z Aeginy. Działanie nasion marchwi sprawdzano na szczurach, myszach, świniach i królikach. Nasiona podane myszom w dawce 80-120 mg między 4 a 6 dniem ciąży uniemożliwiły zagnieżdżenie się komórki jajowej. W innych doświadczeniach z gryzoniami nasiona hamowały zagnieżdżanie się komórki jajowej, rozwój jajników i zakłócenia rui. Działanie antykoncepcyjne nasion wynika z antagonistycznego działania w stosunku do progesteronu. Ostatnie doświadczenia wskazują, że terpenoidy zawarte w nasionach blokują u ciężarnych zwierząt syntezę progesteronu. Z drugiej strony środki z gotowanych nasion nie dawały żadnych efektów w dwóch doświadczeniach ze szczurami ani też nie powodowały skurczów macicy szczura in vitro. Mimo tych sprzecznych doniesień, nasiona te (lub raczej ich niewyizolowany składnik) uważane są za obiecujący środek zapobiegający ciąży, stosowany po stosunku. Innym znanym od wieków w wielu kulturach środkiem jest wonna roślina ruta (Ruta graveolens L.). Starożytni używali jej jako środka antykoncepcyjnego i poronnego. Pliniusz Starszy, przeciwnik aborcji pisał: „Ciężarne kobiety powinny unikać spożywania ruty, gdyż jak stwierdziłem, ruta może zabić płód (embrion)”. Dziś ruta jest stosowana jako środek poronny w Ameryce Łacińskiej, wśród Hiszpanów zamieszkujących Nowy Meksyk oraz w tradycyjnej medycynie indyjskiej.

Naukowcy chińscy badali efekt stosowania ruty podając ciężarnym szczurom chloroformowy wyciąg z całych roślin w dziennych dawkach od 0,8 g do 1,2 g na kilogram wagi ciała przez pierwszych 8 do 10 dni ciąży. Zależnie od stężenia wyciąg redukował liczbę ciąży od 20% do 75%. Podobnie jak z wyciągami z Feruła działania takiego nie obserwowano u chomików. Działanie substancji aktywnej z ruty, chalepensiny, jest silnie toksyczne. A więc jej działanie może być wynikiem nieselektywnej toksyczności.
W rodzinie rutowatych (Rutaceae) występuje kilka gatunków produkujących substancje o właściwościach antykoncepcyjnych. Naukowcy chińscy prowadzili badania nad tymi substancjami. Jedna z nich zwana yuekchukene, a wyizolowana z Murraya paniculate var. i M. sapientum L., jest w 100% skuteczna przy zapobieganiu ciąży u szczurów (przy doustnym podawaniu 2 mg na kilogram wagi ciała w ciągu pierwszych 6 dni ciąży lub w pojedynczej dawce 3 mg w pierwszym dniu po kopulacji). Ciekawe, że inny gatunek rutowaty, Philocarpus jaborandi Homes, wytwarza cholinergiczną substancję, pilokarpinę, która powoduje poronienia u koni, natomiast nie daje efektu u ludzi.
Trzecia pospolita roślina dająca efekty poronne nosi łacińską nazwę wskazującą na jej działanie, którą nadał jej botanik i lekarz Karol Linneusz. Gatunkiem tym jest roślina wyrzucająca nasiona po dojrzeniu owocu, czyli ośli ogórek o łacińskiej nazwie Ecballium elaterium (po grecku akbalion znaczy poronienie). Linneusz nie był pierwszym, który zwrócił uwagę na jej działanie. Hippokrates był autorem dzieła o chorobach kobiecych i o przypadkach, w których zaleca się ośli ogórek jako środek poronny.
Ostatnie badania na zwierzętach potwierdzają działanie antykoncepcyjne oślego ogórka. Myszy dostające dziennie na kilogram wagi ciała od 20 do 100 mg wyciągu z całych roślin lub tylko z kwiatów przestają jajeczkować. Działanie poronne nie zostało potwierdzone, ale jest możliwe, że inne właściwości tej rośliny, przeczyszczające, wymiotne i moczopędne, mogły doprowadzić lekarzy do wniosku, że mają one również działanie poronne.
Jest także możliwe, że kobiety w starożytności i w średniowieczu były oszukiwane przez lekarzy, znachorów, zielarzy, czarownice, położne, wioskowych mędrców, handlarzy i zażywały środki, które nie działały. Placebo i efekty psychologiczne są powszechnie znane w doświadczeniach z lekami ziołowymi, ale w przypadku zapobiegania ciąży działanie jest tylko jedno. Kobieta, która bierze środek antykoncepcyjny, nie może być pewna jego działania. Ale donoszona ciąża to niewątpliwy znak, że środek był nieskuteczny. A taki preparat z czasem będzie po prostu odrzucony.
Opinia o omówionych roślinach jako środkach antykoncepcyjnych przetrwała bardzo długo. W II w. rzymski satyryk Juvenal, gdy cesarstwo borykało się ze spadkiem liczby ludności, pisał: „Mamy tyle całkowicie pewnych środków powodujących niepłodność”. Trzy wieki później św. Jeremiasz potępiał te, które wywołują „niepłodność i zabijają to, co jeszcze nie poczęte” jak i te, co trucizną zabijają to, co ma się urodzić. W VIII w. księża pytali podczas spowiedzi: „Czy piłaś jakieś maleficium, to jest zioła lub inne substancje, by nie mieć dzieci?”
Jeśli, jak to sugerujemy, współcześni naukowcy i historycy zdecydują się uznać za otwarty i przydatny problem efektywności doustnych środków antykoncepcyjnych, powstanie wiele nowych kwestii. Czy zioła zapobiegają ciąży lub ją przerywają po prostu dlatego, że są toksyczne? Być może. Istnieje wiele nie zamierzonych efektów ubocznych działania substancji roślinnych i nikt nie powinien wypróbowywać greckich recept w domowych warunkach. Z kolei inne substancje roślinne mają ściśle określoną toksyczność, którą potrafimy kontrolować. Wielu właściwości nie znamy, a sceptyczne nastawienie powstrzymuje badania. Zbyt szybko odcięliśmy się od minionych epok.
Historycy muszą zainteresować się jeszcze innym problemem: dlaczego obecnie tak niewielu wie to, co dawniej było znane powszechnie? Zanikanie wiedzy powinno stać się kwestią dla wszystkich badaczy. W świecie, w którym kontrola liczby ludności nabiera znaczenia, przyjrzenie się dawnym metodom antykoncepcji może rozszerzyć nasze możliwości.
Wg „American Scientisct” (vol. 80 May-June 1992) oprać. Bogdan Flis


Ważne linki dotyczące źródła:

Multimedia:
The Complete Guide to Natural Birth Control




Zachęcamy do dyskusji na temat podanych w artykule treści
oraz wklejania linków do materiałów multimedialnych.
Redakcja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz